<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/" xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0">

<channel>
	<title>Sainti.pl</title>
	
	<link>http://sainti.pl</link>
	<description>Mój sieciowy kącik</description>
	<lastBuildDate>Thu, 01 Dec 2011 16:31:13 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/sainti" /><feedburner:info uri="sainti" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><item>
		<title>Dzienniki Kopenhaskie cz. 4 — z siedzenia pasażera</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/5Vf6vkvJqgE/</link>
		<comments>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-4-z-siedzenia-pasazera/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Apr 2011 06:35:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Erasmus]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[Kopenhaga]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=742</guid>
		<description><![CDATA[Jak by się tu dostać z punktu A do punktu B? Jeśli jest blisko, to wystarczy się przejść. Na dalsze odległości potrzebny jest już jakiś środek transportu. Nic pod ręką nie mam, więc trzeba skorzystać z publicznych środków komunikacji. W &#8230; <a href="http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-4-z-siedzenia-pasazera/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/04/autobus.jpg" rel="lightbox[742]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-758" title="autobus" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/04/autobus-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Jak by się tu dostać z punktu A do punktu B? Jeśli jest blisko, to wystarczy się przejść. Na dalsze odległości potrzebny jest już jakiś środek transportu. Nic pod ręką nie mam, więc trzeba skorzystać z publicznych środków komunikacji. W Kopenhadze do wyboru mamy autobusy, pociągi miejskie i metro. Do niedawna prawie codziennie z nich korzystałem, więc kilka słów jak to wszystko jest zorganizowane</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-742"></span></p>
<h3 style="text-align: justify;">Autobus czerwony</h3>
<p style="text-align: justify;">W Warszawie był czerwony, a w Kopenhadze są żółte. W dużym stopniu przypominają mi autobusy jakimi jeździłem w Anglii. Wsiada się wyłącznie przodem (wyjątkiem są rodzice z wózkami i osoby starsze z chodzikami), a wysiada tyłem. Kierowca pełni także rolę kontrolera biletów. Przy wejściu musi sobie spojrzeć na bilet lub usłyszeć dźwięk kasownika, który jest przy drzwiach. Panowie i panie (kilka kobiet też siada za kierownicą autobusu) kierowcy nie są jednak zanadto drobiazgowi i nie trzeba się nawet przy nich zatrzymywać. Wystarczy rzut oka i z uśmiechem kiwają głową, że wszystko jest w porządku. W przypadku braku biletu bez problemu też go sprzedadzą.</p>
<p style="text-align: justify;">Sama jazda autobusem do najciekawszych nie należy. Krajobraz za oknem raczej nie zachwyca, a i przydrożnych reklam nie można sobie poczytać, bo praktycznie ich nie ma. Zamiast tego można sobie poczytać gazetę. Prawie zawsze za kierowcą znajduje się pojemnik ze sporą ilością egzemplarzy jakiegoś dziennika. Niestety dla mnie — jest po duńsku, więc niewiele mi po nim. W części autobusów jest za to WiFi i dostęp do internetu. Łatwo je rozpoznać, bo zazwyczaj jeżdżą na liniach z literą S przy numerze i są ozdobione niebieskimi naklejkami. Połączenie z siecią nie jest może idealne, ale w zupełności wystarcza przy korzystaniu z niego w czasie tych kilkunastu minut jazdy.</p>
<p style="text-align: justify;">Na początku można się trochę zdziwić stylem jazdy kierowców. Przejeżdżanie przez skrzyżowanie na „późnym żółtym”, czy nawet na „wczesnym czerwonym” jest na porządku dziennym. Autobusy mają bowiem większe prawa na drodze i w wielu miejscach można odnieść wrażenie, że wymuszają pierwszeństwo przejazdu. Dzięki temu są jednak bardziej punktualne, a nawet jeśli zdarzają się jakieś opóźnienia, to można to zobaczyć na elektronicznej tablicy która często jest zamontowana nad rozkładem jazdy.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Jedzie pociąg z daleka</h3>
<p style="text-align: justify;">Autobusy są dobrym środkiem transportu, bo dojeżdżają prawie wszędzie. Cierpi na tym trochę prędkość podróży. Dobrym rozwiązaniem jest więc kolej miejska. Dzięki niej można znacznie szybciej dostać się w bardziej odległe miejsca. 7 linii, około 170 km torów i ponad 80 stacji pokrywają większą część miasta i jego okolic.</p>
<p style="text-align: justify;">Stacje kolejowe łatwo odszukać, gdyż w ich pobliżu zawsze znajdzie się duży, czerwony sześciokąt z literą S — logo miejskich pociągów, które lokalnie są nazywane S-tog. Peron znajduje się na innym poziomie niż ulica, więc wchodzimy (lub schodzimy) do niego po schodach. Jeśli mamy do przewiezienia coś cięższego lub niewygodnego do wniesienia możemy skorzystać z windy. Rozwiązanie idealne przy podróży z rowerem. Przy wejściu lub na samym peronie znajdują się kasowniki do klip-kart. Jeśli nie mamy biletu, to możemy go kupić w automacie. Rozkład jazdy znajdziemy w formie tradycyjnej, jak i elektronicznej. Oprócz tego nad torami jest też informacja jaki pociąg i za ile minut się pojawi. Żeby nie było zbyt nowocześnie, to jest ona wyświetlana za pomocą przeskakujących klapek.</p>
<p style="text-align: justify;">Pociągi są jak najbardziej współczesne. Podobnie jak niektóre tramwaje, mają formę jednego, długiego wagonu. W środku są jednak podzielona na mniejsze części. Wejścia są oddzielone od siedzeń przez szklane ściany i drzwi, zapewne żeby zmniejszyć i tak niski poziom hałasu. We wszystkich pociągach jest WiFi i dostępem do internetu. Pod sufitem zamontowane są też telewizory wyświetlające specjalnie przygotowane (bez dźwięku) wiadomości i reklamy. Bez problemu można też ze sobą zabrać rower. Na obu końcach pociągu część wagonu jest przeznaczona właśnie dla nich i zamiast siedzeń są uchwyty na rowery.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Metro 2011</h3>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/04/metro1.jpg" rel="lightbox[742]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-760" title="metro1" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/04/metro1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Kolejna kolejka obsługuje centrum Kopenhagi. Z metra skorzystałem jednak jedynie w celach poznawczych. Jest ono bowiem w pełni zautomatyzowane. Wagonikami steruje komputer, a człowiek tylko siedzi w centrali za biurkiem i patrzy na monitoring (o ile nie ucina sobie właśnie drzemki). Stacje są ulokowane głęboko pod ziemią i prowadzi do nich <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/File:Copenhagen_Metro_escalators.jpg" rel="lightbox[742]">imponująca kombinacja ruchomych schodów</a>. Sam peron jest oddzielony od torów szklaną ścianą i parkowanie musi być na tyle precyzyjne, aby drzwi wagonów zrównały się z drzwiami w ścianie. Wszystko działa bardzo sprawnie i bez problemów. Trochę dziwnie patrzeć do przodu i nie widzieć miejsca dla kierowcy, ale pewnie za jakiś czas podobnie będzie wyglądać podróż samochodem.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Wszystko razem</h3>
<p style="text-align: justify;">Cały ten transport lądowy tworzy całkiem niezłą sieć komunikacyjną, dzięki której można się sprawnie poruszać po Kopenhadze nawet na dalsze odległości. Wszystko jest nowoczesne i do funkcjonowania komunikacji nie można mieć większych zastrzeżeń (poza nielicznymi wyjątkami, jak strajk kierowców). Musi być jednak jakiś haczyk i w tym przypadku jest to cena.</p>
<p style="text-align: justify;">Bilety są uniwersalne, ale opłata jest uzależniona od liczby stref jaką chcemy przejechać. W sumie jest ich 95 i na początku połapanie się w nich nie jest takie proste. Pomagają mapki na przystankach i stacjach pokazujące jak daleko możemy zajechać na danym bilecie. Przyswojenie sobie tego całego systemu nie pomaga w świadomości ile trzeba zapłacić za przejazd. W przypadku jednorazowego biletu to równowartość przynajmniej 12 złotych i to tylko na dwie strefy. Bardziej opłacalne jest nabycie klip-karty na 10 przejazdów lub biletu miesięcznego (<a href="http://www.dsb.dk/find-og-kob/indland/priser-og-zoner/priser-og-zoner-i-hovedstaden/zoner-i-kroner-2010/">aktualne ceny</a> — podzielić na pół żeby mieć orientacyjną kwotę w złotówkach), ale w ostatecznym rozrachunku ekonomicznym transport publiczny przegrał z rowerem jako codzienny środek komunikacji. Ale o tym następnym razem.</p>
<p style="text-align: justify;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-4-z-siedzenia-pasazera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-4-z-siedzenia-pasazera/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Dzienniki Kopenhaskie cz. 3</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/fuwmMQYR8FM/</link>
		<comments>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-3/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Mar 2011 19:07:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Erasmus]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[DIK]]></category>
		<category><![CDATA[IHK]]></category>
		<category><![CDATA[Kopenhaga]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=720</guid>
		<description><![CDATA[Słyszę dźwięk alarmu w telefonie. Otwieram jedno oko, lokalizuje źródło dźwięku i przycisk odpowiedzialny za jego wyłączenie. Przewracam się na drugi bok. Przez żaluzje nieśmiało przedostają się promienie światła. Każdego dnia jest ich trochę więcej. Wstaję, wyglądam przez okno, patrzę &#8230; <a href="http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-3/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Słyszę dźwięk alarmu w telefonie. Otwieram jedno oko, lokalizuje źródło dźwięku i przycisk odpowiedzialny za jego wyłączenie. Przewracam się na drugi bok. Przez żaluzje nieśmiało przedostają się promienie światła. Każdego dnia jest ich trochę więcej. Wstaję, wyglądam przez okno, patrzę w niebo i na gałęzie drzew żeby wiedzieć co pogoda na dziś przygotowała. Po kilkudziesięciu minutach siedzę w autobusie jadąc na uczelnię. Gapię się w okno lub czytam coś na ekranie palmtopa. Na nudniejszych zajęciach (takich jest coraz mniej, bo powtórki już się skończyły) przeglądam czytnik RSS. Wracam do domu. Robię jakieś zakupy i przygotowuję coś do jedzenia. Potem ewentualnie robią sobie drzemkę i próbuję zrobić coś konstruktywnego zamiast bez konkretnego celu przeglądać internet.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-720"></span>Tak w skrócie wygląda mój zwykły dzień. Trochę ich jest i nie bardzo jest co opisywać. Zaaklimatyzowałem się już w Danii i przyzwyczaiłem do pewnych różnic. Ostatnio bardziej byłem też nastawiony na konsumpcje treści niż na ich tworzenie. Zapewne przez brak weny na pisanie. Mam nadzieje, że uda mi się ją przełamać i nowa treść będzie się pojawiała częściej. Może następne wpisy będą krótsze, ale bardziej tematyczne, bo jak widać powyżej nie każdy dzień jest ciekawy. Na razie jednak opis kilku bardziej interesujących wydarzeń z minionego miesiąca.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Kulturalny koktajl</h3>
<p style="text-align: justify;">W połowie lutego odbyła się druga impreza organizowana przez uczelnie dla studentów z zagranicy. „Kulturalny koktajl” składał się z trzech części. Najpierw zorganizowano wycieczkę po kanałach Kopenhagi. Wsiedliśmy do łódek i pływaliśmy po wodnych szlakach, których w centrum jest całkiem sporo. W międzyczasie przewodnik opowiadał co widać jest na około. Było dość ciekawie, ale sam czas tego zwiedzania został dość kiepsko dobrany. Słupek rtęci zatrzymał się spory kawałek poniżej zera, a do tego trochę wiało. Na wodzie w wielu miejscach utrzymywał się lód i czasami robiliśmy za lodołamacz. Późne popołudnie oznaczało też że słońce już zachodziło i kiedy w końcu dobiliśmy do brzegu było już ciemno.</p>
<p style="text-align: justify;">Następnym punktem programu był obiad w restauracji. Nie było w nim niczego szczególnego. Raczej taka okazja do pogadania i napełnienia żołądka przed dalszą częścią imprezy, która miała odbyć się w barze. Przez pewien czas mieliśmy salę tylko dla siebie, ale nawet potem dominowało tam międzynarodowe towarzystwo. Zabawa była świetna, chociaż miejsca nie było wiele. Można było się napić, pogadać, ale też trochę potańczyć. Do siebie wróciłem ostatnim pociągiem z centrum razem ze znajomymi z Turcji.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Futbolowy blackout</h3>
<p style="text-align: justify;">Brak prądu zbliża ludzi. Pewnego wieczora mieliśmy awarię sieci elektrycznej. Padł jeden z głównych bezpieczników na osiedlu. W połowie gniazdek zabrakło prądu i w dodatku dotknęło to także tych internetowych. Zrządzeniem losu, akurat tego dnia swój mecz rozgrywał Lech Poznań i zaplanowane było wspólne oglądanie. Planowałem spędzić ten wieczór bardziej produktywnie, ale do tego był mi potrzebny internet. Okazało się, że mimo problemów technicznych transmisja się jednak odbędzie w sąsiednim boku, więc pisanie artykułu zeszło na dalszy plan i poszedłem na mecz. Był to strzał w dziesiątkę, bo na taki krok zdecydowało się więcej osób z Polski, w tym sporo takich, których wcześniej nie poznałem. Sam mecz do ciekawych nie należał, ale siedzieliśmy później razem jeszcze kilka godzin (w międzyczasie naprawiono też awarię) bawiąc się w kalambury.</p>
<p style="text-align: justify;">Kilka dni później była całkiem niezła pogoda, więc pojawiła się propozycja zagrania w piłkę nożną. Ostatni raz grałem chyba w liceum i nie mam stroju sportowego na wczesnowiosenna porę, ale z braku innych interesujących opcji na trochę sportu, postanowiłem wziąć udział. Było kilka osób z Polski i dwóch Francuzów. Boisko przy akademikach ma wymiary takiego do piłki ręcznej, ale i tak było trochę biegania. Szybko przekonałem się o brakach kondycyjnych mimo częstego grania w siatkówkę. To jednak trochę inny rodzaj wysiłku i większa ilość biegania za piłką była odczuwalna następnego ranka. Należałoby raczej napisać popołudnia, bo tego samego dnia, co kopanie futbolówki była też dość spora impreza w akademiku z ponad setką osób, która zapewne też po części przyczyniła się do trudności ze zwleczeniem się z łóżka.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Student-Dinner</h3>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym wydarzeniem dla studentów zagranicznych sponsorowanym przez IHK był obiad przygotowany przez studentów. Zostaliśmy rozdzieleni na grupy względem narodowości, dostaliśmy do dyspozycji 600 koron i mieliśmy przygotować coś z naszej regionalnej kuchni. Dziewczyny zdecydowały się na robienie bigosu, pierogów i ogórków kiszonych. Z tego wszystkiego tylko to pierwsze było przygotowane od początku do końca, a reszta była trochę pójściem na skróty i kupieniem gotowców (mrożonek) w polskim sklepie w sąsiedniej miejscowości. Bigos został ugotowany kilka dni wcześniej, a przyrządzenie dwóch rodzajów pierogów (ze sporym udziałem z mojej strony) odbyło się przed samą imprezą.</p>
<p style="text-align: justify;">Na miejscu, w studenckim barze przy uczelni, okazało się, że nie tylko my ułatwiliśmy sobie trochę zadanie. Szwedzki stół ze wszystkimi daniami na pewno nie pokazywał całej różnorodności kulturowej uczestników. Dania były raczej mało wyszukane i mam wątpliwości, czy część z nich mogła zostać określona przymiotnikiem „narodowe”. Może część dań nie miałem okazji spróbować, bo zniknęła zbyt szybko (było ich zbyt mało), ale naleśniki, placki ziemniaczane, jakieś sałatki, czy owoce w czekoladzie jakiegoś większego wrażenia na mnie nie zrobiły. Najciekawiej przedstawiały się chyba dania z Chin z całkiem niezłym mięskiem i „zgniłymi” jajkami w herbacie. Jedna z ekip poszła na łatwiznę do tego stopnia, że pomagały im… mamy.</p>
<p style="text-align: justify;">Po obiadku dalsza część wieczoru odbyła się przy napojach z samego baru. Było też karaoke z darmowym piwem dla uczestników, ale jego nagłośnienie pozostawiało trochę do życzenia. Kilka osób, które nie było nowicjuszami nie miało problemów z odpowiednią głośnością, ale większości przypadków trudno było słuchać. Z tego też względu nie zdecydowałem się spróbować i zamiast tego między popijaniem piwa wolałem zagrać w piłkarzyki. Kolejne spotkania były na tyle zajmujące, że wspólnie z kilkoma znajomymi na osiedle wróciłem dopiero ostatnim autobusem.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Krótko nie na temat</h3>
<p style="text-align: justify;">Pogoda robi się coraz bardziej wiosenna. Nauka na uczelni się powoli rozkręca. Coraz więcej nowych rzeczy i są już pierwsze zadania do wykonania. Zegar biologiczny już przestawiony na wcześniejsze wstawanie. Z głodu nie umieram, ale pewnie za bardzo nie przytyje. Kupiłem rower. Przejechałem nim już kilkadziesiąt kilometrów i zamierzam nim dojeżdżać na uczelnie. Złożyłem papiery o rejestracje pobytu w Danii. Przeczytałem 3 książki, obejrzałem kilka filmów i przejrzałem setki artykułów w internecie. Zaczynam rozumieć niektóre słowa po duńsku (ale tylko gdy są napisane).</p>
<p style="text-align: justify;">Po tysiącu słowach czas też na trochę obrazów. Część zdjęć, które tutaj zrobiłem, wrzuciłem do <a href="https://picasaweb.google.com/105613712285298714134/Dania" target="_blank">Web Albumu Picasy</a>. Oprócz tego, że nie muszę się za bardzo martwić o pojemność i Google nie ingeruje w wielkość zdjęcia, to dostępne jest także geotagowanie. Przy niektórych zdjęciach dodałem współrzędne geograficzne, więc można sobie na mapce zobaczyć gdzie co jest. Zdjęć z imprez nie ma, bo aparat mi się nie mieści do kieszeni. Zamiast tego możecie zobaczyć jak wygląda Kopenhaga i jak sobie tu mieszkam. Część zdjęć ma podpisy, ale niektóre mogą się też doczekać dłuższych opisów w kolejnych wpisach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-3/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Dzienniki Kopenhaskie cz.2</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/6nbLs4TT64c/</link>
		<comments>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Feb 2011 13:44:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Erasmus]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[DIK]]></category>
		<category><![CDATA[IHK]]></category>
		<category><![CDATA[Kopenhaga]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=660</guid>
		<description><![CDATA[Minęły prawie dwa tygodnie mojego pobytu w Danii. Przez ten czas przewinęło się całkiem sporo ciekawych tematów do opisania. Prawdę mówiąc, jest ich tyle, że trudno wspomnieć o wszystkich na raz. Mam nadzieję, że wybrałem te interesujące. Zdjęć jest trochę &#8230; <a href="http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-2/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/flaga.jpg" rel="lightbox[660]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-685" title="Flaga" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/flaga-150x150.jpg" alt="Flaga" width="150" height="150" /></a>Minęły prawie dwa tygodnie mojego pobytu w Danii. Przez ten czas przewinęło się całkiem sporo ciekawych tematów do opisania. Prawdę mówiąc, jest ich tyle, że trudno wspomnieć o wszystkich na raz. Mam nadzieję, że wybrałem te interesujące. Zdjęć jest trochę więcej niż we wpisie, ale muszę je trochę obrobić i zastanowić się jak i gdzie je udostępnić. To na pewno zajmie jeszcze trochę czasu, więc na razie zapraszam do lektury.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-660"></span>Ostatnio skończyłem zapowiedzią początku nauki, więc teraz od tego zacznę. Zajęcia podzielone są na bloki czterogodzinne. Rano zaczynają się około 8:30 i trwają do 12:00. Po południu od 12:30 do 16:00. W trakcie zajęć nie ma sztywnych przerw, ale prowadzący robią dwie lub trzy kilkunastominutowe pauzy. Pierwsza część zajęć przeznaczona jest na teorię, a później zazwyczaj są też jakieś ćwiczenia do zrobienia. Zaliczenie przedmiotu polega na zrobieniu projektu (raczej w grupach). Egzamin jest ustny i opiera się głównie na stworzonym projekcie. Jak to wygląda w praktyce, przekonam się pod koniec semestru.</p>
<p style="text-align: justify;">Ciekawą rzeczą jest to, że na uczelni nie ma typowych sal z komputerami. Założeniem jest, że każdy student przynosi swojego laptopa i na nim pracuje.  Na razie z tą prace jest różnie, bo jeszcze mało nowych rzeczy się dowiedziałem. Pierwsze kilka zajęć to wstęp prawie od zera. Porównując tematy obecnych zajęć z propozycjami dotyczącymi projektów, to planowany jest naprawdę spory progres.</p>
<p style="text-align: justify;">Czego w ogóle się uczę? Mam trochę rzeczy związanych z zarządzaniem siecią i sporo programowania. Na razie, za najciekawszy przedmiot uważam Artificial Intelligence (Sztuczna Inteligencja). Z jednej strony zagadnienia tam omawiane same z siebie są interesujące, a z drugiej są przedstawione przez wykładowcę w ciekawy sposób. Bjørn nie prowadzi typowego wykładu, ale raczej przewodniczy dyskusji związanej z tematem i analizie poszczególnych  problemów.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/IHK.jpg" rel="lightbox[660]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-692" title="IHK" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/IHK-150x150.jpg" alt="IHK" width="150" height="150" /></a>Oprócz nauki, uczelnia przygotowała też kilka atrakcji dla studentów z zagranicy. Pierwszy takim wydarzeniem był wieczór powitalny. Zostaliśmy oficjalnie powitani przez rektora i poznaliśmy swoich „Duńskich Kumpli” (Danish Buddy). Buddy to student, który ma pomagać przy bardziej praktycznych problemach, które można mieć w nowym kraju (komunikacja miejska, życie studenckie itp.). Każdy ma pod sobą kilku nowych przyjezdnych. Moim Buddy została Rossy z Bułgarii, która uczy się tu już drugi semestr. Pogadaliśmy i Rossy poopowiadała nam trochę o sobie i swoim dotychczasowym pobycie w Danii.</p>
<p style="text-align: justify;">Żeby nie siedzieć przy pustym stole, IHK zorganizowało kilka tradycyjnych, duńskich potraw i piwo dla każdego. Najbardziej charakterystyczną częścią posiłku był chleb żytni — rugbrød, który jest też jedną z ważniejszych części duńskiej kuchni. Oprócz tego było kilka ryb w różnej postaci i różne mięsa. Główne dania były podawane w formie „otwartej kanapki” (polski odpowiednik to tartinka), czyli wraz z dodatkami ułożone na chlebie. Po posiłku udaliśmy się jeszcze do studenckiego baru przy uczelni.</p>
<p style="text-align: justify;">Ten sam dzień był interesujący nie tylko z powodu imprezy zorganizowanej przez IHK. Swoją część dołożyli też kierowcy autobusów, którzy postanowili tego dnia zastrajkować z powodu planowanych zmian we wcześniejszych emeryturach i opłatach za szkolenia.  O tym, że autobusy nie jeżdżą dowiedziałem się dopiero chcąc rano dotrzeć na uczelnię. Zamiast standardowego połączenia musiałem kombinować z pociągiem i dwoma różnymi autobusami, które akurat zdecydowały się przyjechać (ale z rozkładem miało to mało wspólnego). Ostatecznie spóźniłem się jakieś pół godziny, ale z zajęć prawie nic nie straciłem, bo opuściłem tylko powtórkę z podstaw programowania.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie chciało mi się ponownie bawić z transportem, więc postanowiłem nie wracać po zajęciach do akademika i na uczelni poczekać na wieczór powitalny (nie ja jedyny). Powrót odbył się już z pominięciem autobusów, za pomocą pociągów miejskich. Trzeba było przejść trochę więcej, ale za to pewnie wróciłem do siebie. Byłem z powrotem nawet wcześniej niż planowałem, ale to ze względu na ogólne zmęczenie i senność.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/Mała-syrenka.jpg" rel="lightbox[660]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-694" title="Mała syrenka" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/Mała-syrenka-150x150.jpg" alt="Mała syrenka" width="150" height="150" /></a>Jeszcze nie przestawiłem się do tutejszego trybu życia. Przez ostatnie pół roku (albo i dłużej) rzadko musiałem wcześnie wstawać (spokojnie mogłem spać do 9 lub dłużej), więc mogłem sobie pozwolić na siedzenie przy komputerze do późna. Teraz, żeby zdążyć na poranne zajęcia muszę wyjść najpóźniej o 7:20. Idę spać jednak ciągle o podobnej porze i nawet kiedy to piszę jest już po północy. Skutkiem tego jest konieczność drzemki w środku dnia, bo inaczej nie jestem w stanie poprawnie funkcjonować. Jednak po drzemce znowu mogę siedzieć do późna i koło się zamyka. Pewnie jeszcze trochę czasu minie, zanim się dostosuję.</p>
<p style="text-align: justify;">W niedzielę postanowiłem się po raz pierwszy wybrać do centrum Kopenhagi i trochę pozwiedzać. Sprzyjały temu darmowe pociągi „z okazji” pierwszej niedzieli miesiąca. Nie miałem konkretnego planu na ten wyjazd. Stwierdziłem, że wybiorę się w okolicę pomnika Małej Syrenki. Najbardziej znana atrakcja turystyczna i symbol Kopenhagi musi mieć też ciekawe otoczenie. Pierwszy interesujący obiekt zachęcał samą swoją obecnością na mapie.</p>
<p style="text-align: justify;">Kastellet to warownia z XVII wieku w kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Najatrakcyjniej wygląda niewątpliwie z lotu ptaka lub <a href="http://maps.google.com/maps?q=55.691351,12.594388&amp;num=1&amp;t=h&amp;sll=55.693403,12.583046&amp;sspn=0.100687,0.256119&amp;ie=UTF8&amp;ll=55.691109,12.593722&amp;spn=0.007136,0.01929&amp;z=16">na zdjęciach satelitarnych</a>. Z ziemi robi mniejsze wrażenie, ale to wciąż ciekawy obiekt. Dziś służy jako park, ale wciąż formalnie jest terenem wojskowym. Jest tam trochę żołnierzy i nie wszędzie wolno wchodzić. Można jednak bez problemów spacerować po wałach i widać, że jest to dość popularne miejsce np. do biegania.</p>
<p style="text-align: justify;">Mała Syrenka znajduje się w pobliżu Kastellet. Jak na największy symbol miasta prezentuje się dość niepozornie. Nieduży posąg stoi sobie na raczej mało reprezentacyjnym miejscu. Prawie nie widać jej z ulicy, a wpływając do portu też właściwie niewiele zobaczymy. Zaskakujące jest, że akurat ten posąg stał się najbardziej rozpoznawalnym i kojarzonym z Kopenhagą. Zwłaszcza, że w okolicy jest też kilka znacznie bardziej okazałych rzeźb, m.in kolumna Ivara Huitfeldta, czy fontanna Gefion. Pewnie stało się tak z powodu powiązania z popularną baśnią Andersena zamiast z mało interesującymi wydarzeniami historycznymi czy mało znanymi historiami.</p>
<p style="text-align: justify;">Po zapoznaniu się z symbolem Kopenhagi, postanowiłem połazić trochę po mieście, bez jakiegoś konkretnego celu. Widziałem tylko małą część miasta, ale muszę przyznać, że robi spore wrażenie. Z jednej strony, pełno jest małych kamieniczek i zabudowa jest dość ścisła. Kiedy jednak jest gdzieś sporo miejsca, często zajmują je nowoczesne i duże budynki o ciekawej architekturze. Wydaje się, że bardzo dużo uwagi zostało poświęcone estetyce i ciężko się do czegoś doczepić.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/MuzeumKopenhagi-reklama.jpg" rel="lightbox[660]"><img class="size-thumbnail wp-image-703 alignleft" title="MuzeumKopenhagi-reklama" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/MuzeumKopenhagi-reklama-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Natknąłem się też na interaktywną reklamę Muzeum Kopenhagi. Na jednym z placów został postawiony kontener z prezentacją na temat miasta. Ekrany były dotykowe, więc samemu poruszało się po kolejnych dzielnicach. Całość była przedstawiona ciekawie i atrakcyjnie wizualnie. Niestety nie znalazłem opcji zmiany języka, więc sam machałem po menu trochę bez sensu. Młodzi Duńczycy znaleźli jednak opcje dodawania własnych zdjęć (pod ekranem był czytnik kart pamięci), podglądu z umieszczonej w rogu kamery i możliwość wysłania sobie e-maila z jej obrazem (starszym osobom też sprawiało to frajdę). Bardzo interesujące rozwiązanie i chętnie ponownie przyjrzałbym mu się bliżej.</p>
<p style="text-align: justify;">Będąc w centrum miałem też okazję przyjrzeć się akcji straży pożarnej. Wchodząc do sklepu nic na to nie wskazywało, ale gdy po kilkunastu minutach wychodziłem, kilkanaście metrów dalej już stało kilka czerwonych wozów, a strażacy przygotowywali się do działań. Wkrótce nadjechały jeszcze dwa pojazdy straży oraz nieco radjowozów. Wszystko wyglądało poważnie, ale nie było widać powodu całego zamieszania. Policjant wytłumaczył mi, że to nie są ćwiczenia i cała akcja została spowodowana przez dym, który nagle pojawił się na ulicy przed Burger Kingiem, ale po chwili nie było po nim śladu.</p>
<p style="text-align: justify;">Na razie to by było na tyle. Jest jeszcze kilka rzeczy wartych opisania, ale mogą poczekać do następnych części. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się o czymś konkretnym, to dajcie mi znać (w komentarzach lub wysyłając wiadomość), a postaram się o tym napisać.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/akcjaSP.jpg" rel="lightbox[660]"><img class="size-medium wp-image-705 aligncenter" title="akcjaSP" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/02/akcjaSP-320x139.jpg" alt="akcjaSP" width="320" height="139" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-2/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Dzienniki Kopenhaskie cz. 1</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/dXpzu1WKoDU/</link>
		<comments>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-1/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 31 Jan 2011 19:52:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Erasmus]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[DIK]]></category>
		<category><![CDATA[IHK]]></category>
		<category><![CDATA[Kopenhaga]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=630</guid>
		<description><![CDATA[Nie lubię pisać o sobie, ale postanowiłem, że wyjazd na Erasmusa postaram się jakoś udokumentować. Przez najbliższe 5 miesięcy będę studiował na IHK w Kopenhadze (Politechnika Kopenhaska), więc pewnie znajdzie się trochę rzeczy do opisania. Na początek sama podróż i &#8230; <a href="http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-1/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Nie lubię pisać o sobie, ale postanowiłem, że wyjazd na Erasmusa postaram się jakoś udokumentować. Przez najbliższe 5 miesięcy będę studiował na IHK w Kopenhadze (Politechnika Kopenhaska), więc pewnie znajdzie się trochę rzeczy do opisania. Na początek sama podróż i kilka pierwszych wrażeń.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-630"></span>Pierwszy etap, to lot z Warszawy do Malmo. Nic szczególnie interesującego i zamierzałem go przespać. Niestety się nie udało i zamiast tego dane mi było dość nieprzyjemnie odczuć zmianę ciśnienia przy lądowaniu. Na szczęście po lądowaniu ból ucha szybko minął.</p>
<p style="text-align: justify;">Następnie trzeba się było dostać z lotniska na dworzec w centrum Malme. Autobus Flugbussarna, na który miałem bilet, stał już na przystanku. Wsiadłem i po kilkudziesięciu minutach przejażdżki byłem przed dworcem w Malmo.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/01/malmo1.jpg" rel="lightbox[630]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-649" title="Malmo-dworzec" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/01/malmo1-290x140.jpg" alt="Malmo-dworzec" width="150" height="72" /></a>Na peronie natknąłem się na ciekawe rozwiązanie. Tory są pod ziemią, więc można podziwiać tylko betonowe ściany. Żeby jednak uprzyjemnić podróżnym czekanie, zainstalowano projektory wyświetlające na tych ścianach krajobrazy. Widoki przesuwają się z jednego obrazu na drugi dając wrażenie, że ogląda się świat zza szyby jadącego pociągu. Bardzo mi się spodobała ta idea. Pewnie nie jest ani nowa, ani miejscowa, bo w czasie krótkiego oczekiwania przewijały się tam głównie japońskie krajobrazy i miasteczka. Jest to jednak bardzo miłe urozmaicenie i chętnie widziałbym je częściej.</p>
<p style="text-align: justify;">W Kopenhadze trzeba się było przesiąść na pociąg miejski i pierwszy raz kupić bilet „strefowy”. Kopenhaga jest podzielona na 95 stref i cena biletu zależy od ilości stref przez które będziemy jechać. Na razie wydaje mi się to mało intuicyjne i dość skomplikowane, ale pewnie z czasem się przyzwyczaję i jakoś dostosuje. Rozważam też rower, bo infrastruktura jest dość dobra, a wyjdzie znacznie taniej niż transport publiczny. Jedynie pogoda jeszcze nie za specjalnie zachęca do jazdy (temperatura w okolicach zera i jeszcze jakieś pozostałości śniegu), ale wiele osób nic sobie z niej nie robi.</p>
<p style="text-align: justify;">Na uczelni odebrałem klucze do pokoju i teczkę z materiałami informacyjnymi. Cały Orientation Day mnie ominął, ale o najważniejszych rzeczach się dowiedziałem i będąc już dość zmęczony podróżą postanowiłem udać się do akademika. Zostałem zakwaterowany w DIK, które jest oddalone jakieś 15km od uczelni (leży w sąsiedniej strefie), więc trzeba było skorzystać z autobusów.</p>
<p style="text-align: justify;">Przy tej okazji muszę wspomnieć o uprzejmości i przyjaznym nastawieniu miejscowych. Wielokrotnie pytałem o drogę i nie zdarzyło się, żeby osoba pytania nie starała się pomóc. Nawet, jeśli nie znała dokładnej odpowiedzi, to starała się mnie nakierować lub próbowała znaleźć rozwiązanie mojego problemu używając aplikacji na swoim iPhonie. Dzięki takiej pomocy dość szybko trafiłem na miejsce. Do tego porozumiewanie się po angielsku nie stanowi problemu.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2011/01/dik1.jpg" rel="lightbox[630]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-653" title="DIK" src="http://sainti.pl/upload/wp/2011/01/dik1-150x150.jpg" alt="DIK" width="150" height="150" /></a>Akademik DIK to nie jest duży blok w jakim mieszkałem w Polsce. Jest to 16 domków szeregowych ustawionych w dwóch rzędach nad małym zbiornikiem wodnym. Każdy taki domek ma 32 pokoje jednoosobowe (jest też kilka dwuosobowych). Do tego 2 aneksy kuchenne i mała część wypoczynkowa. Rozkład pomieszczeń został dość ciekawie połączony jednym korytarzem, mimo że budynek jest piętrowy. Osoby mieszkające na piętrze mają małe balkoniki, a te na parterze (jak ja) wnękę pod nim.</p>
<p style="text-align: justify;">Niestety podróż nie przebiegła do końca bez problemów. Na którymś z jej etapów, jeden z zawiasów w laptopie postanowił podzielić się na dwie części. Nie wiem do końca w jaki sposób to się stało, ale metalowe ramię złamało się na zagięciu. Na szczęście drugi zawias jest cały i mam nadzieję, że nie podda się tak łatwo, bo teraz tylko na nim spoczywa utrzymanie matrycy w pionie. Powoli trzeba będzie myśleć o zmianie sprzętu. Oby tylko nie trzeba było robić tego za szybko z powodu całkowitej awarii.</p>
<p style="text-align: justify;">W weekend zrobiłem mały rekonesans po okolicy, bo nic innego na razie nie mam do roboty. Niedaleko znajduje się małe centrum handlowe, które zapewne będzie moim głównym źródłem zaopatrzenia. Jest tak kilka supermarketów i trochę innych sklepów. Towarzystwo na osiedlu jest międzynarodowe, ale znalazło się tu też sporo osób z Polski.</p>
<p style="text-align: justify;">Dzisiaj byłem na uczelni zapisać się na konkretne zajęcia, bo nie wszystkie przedmioty, które wybrałem w Polsce będą prowadzone. Od jutra zaczyna się studiowanie…</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/dzienniki-kopenhaskie-cz-1/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Skąd się wzięła czkawka?</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/CQhmiBFXpVs/</link>
		<comments>http://sainti.pl/skad-sie-wziela-czkawka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Dec 2010 21:04:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=584</guid>
		<description><![CDATA[Czkawka jest niezwykle denerwującą dolegliwością. Mimowolne skurcze powodujące wdech z charakterystycznym odgłosem są zupełnie bezużyteczne i tylko przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu. Jednak nie zawsze musiało tak być. Nie znamy dokładnego pochodzenia czkawki. Według naukowców z Uniweryteru w Calgary, może być &#8230; <a href="http://sainti.pl/skad-sie-wziela-czkawka/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Czkawka jest niezwykle denerwującą dolegliwością. Mimowolne skurcze powodujące wdech z charakterystycznym odgłosem są zupełnie bezużyteczne i tylko przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu. Jednak nie zawsze musiało tak być.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie znamy dokładnego pochodzenia czkawki. <a href="http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/bies.10224/abstract">Według naukowców z Uniweryteru w Calgary</a>, może być ona pozostałością po ewolucji z wczesnych ryb i płazów. Był to jeden z odruchów niezbędny do przetrwania pierwszym zwierzętom wychodzącym z wody. Musiały one jakoś pogodzić oddychanie na lądzie za pomocą płuc oraz w wodzie za pomocą skrzeli.</p>
<p style="text-align: justify;">Problem stanowiła woda. Nie mogła się dostać do płuc, bo byłyby one bezużyteczne. Stworzenia miały możliwość zamknięcia głośni, co uszczelniało płuca. Jednocześnie odbywało się zasysanie wody, która w celu oddychania, była przepuszczana przez skrzela. Innymi słowy był to wdech połączony z nagłym zamknięciem dróg oddechowych, aby nic nie dostało się do płuc. Brzmi znajomo?</p>
<p style="text-align: justify;">Dla naszych przodków czkawka była warunkiem przeżycia przy przemieszczaniu się między wodą a lądem. Dziś żyjemy wyłącznie na lądzie i straciliśmy skrzela. Czkawka nie jest nam więc do niczego potrzebna. Mimo to zdarza się, że  ją mamy. Ewolucja czasami lubi płatać figle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/skad-sie-wziela-czkawka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/skad-sie-wziela-czkawka/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Pisz albo giń!</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/nNU7IIiaV8E/</link>
		<comments>http://sainti.pl/pisz-albo-gin/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Nov 2010 22:14:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Software]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=561</guid>
		<description><![CDATA[Pisanie tekstów nie jest rzeczą łatwą, zwłaszcza na komputerze. Oprócz skomplikowanego procesu twórczego, trzeba też mieć na uwadze całą masę spraw, które odciągają naszą uwagę od właściwego zadania. Powiadomienia o nowych wiadomościach e-mail, komunikatory, serwisy społecznościowe, RSSy, czy fora internetowe. &#8230; <a href="http://sainti.pl/pisz-albo-gin/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2010/12/WriteOrDie.png" rel="lightbox[561]"><img class="alignright size-medium wp-image-580" title="WriteOrDie" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/12/WriteOrDie-165x320.png" alt="" width="165" height="320" /></a>Pisanie tekstów nie jest rzeczą łatwą, zwłaszcza na komputerze. Oprócz skomplikowanego procesu twórczego, trzeba też mieć na uwadze całą masę spraw, które odciągają naszą uwagę od właściwego zadania. Powiadomienia o nowych wiadomościach e-mail, komunikatory, serwisy społecznościowe, RSSy, czy fora internetowe. Są to pokusy, którym ulega sporo osób, w tym także i ja.</p>
<p style="text-align: justify;">Aby zwiększyć produktywność i skoncentrowanie uwagi na pisaniu tekstu powstał <a href="http://writeordie.drwicked.com/">Write or Die</a>. Jest to narzędzie, które ma zapewnić stały wzrost liczby znaków w dokumencie przez utrudnianie życia, jeśli nie będą się one pojawiały. Przed przystąpieniem do pracy wybieramy w jaki sposób  program będzie przypominał o pisaniu. Wśród opcji mamy łagodny popup, denerwujące dźwięki, a w trybie Kamikaze usuwanie wcześniej napisanego tekstu. Przed każdym przypomnieniem tło zmienia też kolor na czerwony. Ustawiamy także czas i ilość słów po których nie będziemy już nękani oraz jak długo możemy zwlekać z  kolejnym naciśnięciem klawisza.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-561"></span>Program jest dostępny w dwóch formach: jako darmowy edytor online oraz wersja offline oparta na Adobe Air kosztująca 10 dolarów. Sam korzystałem z wersji darmowej, mimo że po skończonej pracy trzeba samemu, ręcznie skopiować i zapisać tekst na dysku.</p>
<p style="text-align: justify;">Czy to działa? Działa, ale w moim przypadku słabo się sprawdza. Często ułożenie sensownego zdania zajmuje mi więcej czasu niż jest przewidziane na napisanie kolejnych znaków. Zmiana koloru tła rozprasza przy tym uwagę. Można co prawda wpisywać pojedyncze litery bez żadnego znaczenie i po chwili je usuwać, ale to trochę oszukiwanie. Program kiepsko nadaje się też do pracy w oparciu o jakieś źródła, ponieważ przypomnienia o pisaniu przeszkadzają w pracy ze źródłem.</p>
<p style="text-align: justify;">Mimo, że  Write or Die jest wart wypróbowania jeśli piszesz teksty. W wielu przypadkach się nie sprawdzi, ale może być ciekawym motorem napędowym np. w przypadku, kiedy objętość jest ważniejsza niż jakość tekstu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/pisz-albo-gin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/pisz-albo-gin/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Ekrany dotykowe znikną za 10 lat?</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/CtV6yFSd_lI/</link>
		<comments>http://sainti.pl/ekrany-dotykowe-znikna-za-10-lat/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 Oct 2010 11:12:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pocket PC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=551</guid>
		<description><![CDATA[Często mówi się o wyczerpywaniu się zasobów naturalnych Ziemi. Zazwyczaj są to paliwa kopalne, takie jak ropa naftowa, ponieważ na nich opiera się pozyskiwanie energii. Ludzie wydobywają i wykorzystują jednak całą gamę różnych substancji. Jedną z takich substancji, kluczową dla &#8230; <a href="http://sainti.pl/ekrany-dotykowe-znikna-za-10-lat/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2010/10/touchscreen.jpg" rel="lightbox[551]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-553" title="touchscreen" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/10/touchscreen-150x100.jpg" alt="" width="150" height="100" /></a>Często mówi się o wyczerpywaniu się zasobów naturalnych Ziemi. Zazwyczaj są to paliwa kopalne, takie jak ropa naftowa, ponieważ na nich opiera się pozyskiwanie energii. Ludzie wydobywają i wykorzystują jednak całą gamę różnych substancji. Jedną z takich substancji, kluczową dla dzisiejszej technologii jest ind. Sam z siebie nie jest tak użyteczny, jako tlenek indu i cyny (ITO – idium tin oxide) tworzy podstawę budowy dzisiejszych ekranów dotykowych. <a href="http://minerals.usgs.gov/minerals/pubs/commodity/indium/mcs-2008-indiu.pdf">Naukowcy z USA oszacowali</a> obecne rezerwy indu na 16 tysięcy ton, ale jeśli podzielimy to przez obecne zapotrzebowanie, otrzymamy wynik sugerujący, że starczą one na około 10 lat. Zapewne znajdą się jeszcze jakiś złoża, ale zapotrzebowanie na ind stale rośnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-551"></span>Co jest takiego szczególnego w ITO, że jest on używany prawie w każdym ekranie dotykowym? Jego dwie właściwości: jest przezroczysty i przewodzi prąd. Dzięki temu jest obecny w większości urządzeń, które w jakiś sposób manipulują światłem, np. w płaskich ekranach każdy piksel jest włączany i wyłączany przez parę elektrod z ITO, a w cienkich ogniwach słonecznych podobne elektrody wytwarzają energię elektryczną.</p>
<p style="text-align: justify;">Ekrany dotykowe są kolejnym przykładem zastosowania ITO. W ekranach oporowych wykryte zostaje zetknięcie dwóch warstw ITO. Natomiast w ekranach pojemnościowych wykorzystuje się to, że palec jest przewodnikiem i mierzy się pojemność elektryczną na pojedynczej warstwie.</p>
<p style="text-align: justify;">Czy mamy się powoli żegnać z dotykowymi ekranami? Istnieją przecież inne technologie ich budowy. Można użyć światła podczerwonego, czy fali akustycznej, ale są to technologie mało przyjazne urządzeniom mobilnym. 10 lat to jednak sporo czasu. W tym okresie na pewno można znaleźć nowe źródła indu. Jednak problemy zaczynają się już teraz. Chiny, które posiadają prawie połowę światowych zasobów indu, już zaczynają ograniczać jego eksport.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozwiązaniem może być to, co próbuje się zastosować w przypadku ropy, czyli znaleźć jakiś zamiennik. Kandydatów na zastąpienie ITO jest kilku, ale jak to zwykle bywa z każdym jest jakiś problem.</p>
<p style="text-align: justify;">Przewodzące polimery zostały odkryte w 1970 roku. Działają jak molekularne przewody. Górują nad ITO pod względem plastyczności. Jednak ich obróbka jest trudna jak przysłowiowe znalezienie igły w stogu siana. Nie można ich stopić bez zmiany ich właściwości. Nie można ich też rozpuścić, a jeśli dodamy substancje, które to umożliwią, stracą swoje właściwości przewodzące. Dopiero w lutym tego roku udało się znaleźć dodatek, który rozpuszcza polimery i zakłóca ich wzajemną interakcje, która utrudnia przewodnictwo prądu. Do rozwiązania pozostaje jeszcze problem trwałości. Polimery są podatne na działanie tlenu z powietrza i światła ultrafioletowego, co na razie dyskwalifikuje ich użycie.</p>
<p style="text-align: justify;">Węgiel to taki chemiczny kameleon. Normalnie jest czarny jak noc, ale przy małej skali staje się przezroczysty. Tegoroczna nagroda Nobla z fizyki trafiła do twórców grafenu, czyli tafli zbudowanej z pojedynczych atomów węgla. Przepuszcza 90% światła i jest doskonałym przewodnikiem. Jego cena jest na razie kosmiczna. Nadzieje wiąże się z nanorurkami węglowymi, które są grafenem zwiniętym w rulon. Ich dostępność jest lepsza niż samego grafenu, a posiadają podobne właściwości. Problemem jest zrobienie z nich odpowiedniej sieci, po której będą przemieszczały się elektrony. Same nanorurki bardzo dobrze przewodzą prąd, ale bez połączenia z innymi nanorurkami, nie ma mowy o przepływie prądu. Naukowcy pracują nad kilkoma pomysłami, ale ciągle jest to nowa dziedzina, więc efektów będziemy mogli się spodziewać zapewne za kilka lat.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie wszyscy jednak uważają nanorurki za rozwiązanie. W Dublinie we współpracy z Hewlett-Packard prowadzi się badania nad metalowymi nanoprzewodami, które po dotknięciu wyginały się i umożliwiały transfer elektronów między sobą. Eksperymenty ze srebrem wykazały, że ma ono bardzo podobne właściwości do ITO, a do tego jest bardziej plastyczne. Dostępność srebra jest całkiem niezła, ale pozostaje kwestia ceny. Srebrne nanoprzewody są dzisiaj około dziesięć razy droższe niż ITO, a korzystanie z tańszych metali nie zapewnia wystarczającej przepuszczalności światła. W pewnym momencie może się jednak okazać, że ceny indu będą znacznie wyższe niż srebra.</p>
<p style="text-align: justify;">10 lat to dla obecnych technologii czas porównywalny do stulecia dla ludzi. W tym czasie musi się jednak odbyć przełom w używanych materiałach. W przeciwnym wypadku może nas czekać krok wstecz. Kandydatów na zajęcie miejsca ITO jest wielu. Każdy ma jeszcze swoje wady, ale także sztab naukowców pracujących nad ich wyeliminowaniem. Trudno przewidywać, co przyniesie przyszłość. Jest jednak pewne, że przyniesie zmiany.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/ekrany-dotykowe-znikna-za-10-lat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/ekrany-dotykowe-znikna-za-10-lat/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Mobilne drukowanie z pomocą Dropboxa</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/ijVB4cIZjq8/</link>
		<comments>http://sainti.pl/mobilne-drukowanie-z-pomoca-dropboxa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Oct 2010 19:43:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pocket PC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=525</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiejsze smartphony potrafią naprawdę wiele. W wielu przypadkach potrafią zastąpić komputery stacjonarne. Mimo to, ciągle sporo czynności jest trudnych do wykonania. Jedną z nich jest drukowanie. Większość programów do obsługi drukarek jest płatna. Producenci sprzętu wprowadzają innowacje ułatwiające prace, takie &#8230; <a href="http://sainti.pl/mobilne-drukowanie-z-pomoca-dropboxa/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2010/10/palmprinter.jpg" rel="lightbox[525]"><img class="alignright size-medium wp-image-530" title="palmprinter" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/10/palmprinter-148x320.jpg" alt="" width="148" height="320" /></a>Dzisiejsze smartphony potrafią naprawdę wiele. W wielu przypadkach potrafią zastąpić komputery stacjonarne. Mimo to, ciągle sporo czynności jest trudnych do wykonania. Jedną z nich jest drukowanie. Większość programów do obsługi drukarek jest płatna. Producenci sprzętu wprowadzają innowacje ułatwiające prace, takie jak drukarki z adresem e-mail, ale to także wymaga dodatkowych kosztów.</p>
<p style="text-align: justify;">Od niedawna, do drukowania z urządzeń mobilnych można wykorzystać Dropboxa. Umożliwia on przechowywanie plików na serwerze i ich synchronizacje. Dzięki klientom na różne platformy i systemy operacyjne można mieć do niego dostęp praktycznie wszędzie. Czyni to z niego doskonałe narzędzie do pracy w chmurze.</p>
<p style="text-align: justify;">Duże możliwości Dropboxa <a href="http://www.labnol.org/internet/print-from-mobile-phones/17827/">wykorzystał Amit Agarwal</a>. Stworzył on <a href="http://img.labnol.org/files/e-print.zip">skrypt VBS</a>, który po uruchomieniu, w folderze Dropboxa zakłada katalog PrintQueue. Jest on później monitorowany i jeśli pojawi się tam nowy plik, zostanie on otwarty i wydrukowany za pomocą domyślnej drukarki, a informacje o tym zapisane w logu.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-525"></span>To rozwiązanie ma sporo zalet. Dropbox jest darmowy i dostępny prawie na każdej platformie mobilnej, czy to przez oficjalnego lub nieoficjalnego klienta, serwis internetowy, czy też e-mail (Habilis).</p>
<p style="text-align: justify;">Jest jednak także kilka wad. Dropbox musi być zainstalowany na komputerze podłączonym do drukarki, co nie zawsze jest możliwe do wykonania. Dokumenty do drukowania muszą być prawidłowo rozpoznawane przez system, aby możne je było otworzyć. Może być problem np. na komputerach bez pakietu Office, czy Adobe Readera.</p>
<p style="text-align: justify;">Skrypty VBS są rozwiązaniem Microsoftu, więc rozwiązanie będzie działać na systemach Windows. Użytkownicy Linuxa i Maca mogą jednak wykorzystać odpowiednia: <a href="http://www.labnol.org/software/print-files-on-linux/17841/">skrypt basha</a> lub <a href="http://www.labnol.org/tech/print-files-on-remote-mac/17838/">Automatora</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="350" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/x4TuXBNqksY" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="350" src="http://www.youtube.com/v/x4TuXBNqksY"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/mobilne-drukowanie-z-pomoca-dropboxa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/mobilne-drukowanie-z-pomoca-dropboxa/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Blogowanie na WM cz.3 – moBlog</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/A4_hm2yHxYE/</link>
		<comments>http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-3-%e2%80%93-moblog/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 May 2010 10:07:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Programy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=486</guid>
		<description><![CDATA[Kolejny program do mobilnego blogowania to moBlog. Sampath Dassanayake ze Sri Lanki stworzył udaną aplikację, która umożliwia łatwe i proste pisanie bloga na urządzeniach z Windows Mobile. Nie posiada ona tylu funkcji co Travelling Blogger, ale działa zdecydowanie sprawniej, mimo &#8230; <a href="http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-3-%e2%80%93-moblog/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2010/05/moBlog1.jpg" rel="lightbox[486]"><img class="alignright size-medium wp-image-508" title="moBlog1" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/05/moBlog1-240x320.jpg" alt="" width="240" height="320" /></a>Kolejny program do mobilnego blogowania to <a href="http://sampath.wordpress.com/moblog/">moBlog</a>. Sampath Dassanayake ze Sri Lanki stworzył udaną aplikację, która umożliwia łatwe i proste pisanie bloga na urządzeniach z Windows Mobile. Nie posiada ona tylu funkcji co Travelling Blogger, ale działa zdecydowanie sprawniej, mimo że także został napisany przy użyciu .NET.</p>
<p style="text-align: justify;">MoBlog wspiera WordPressa, Bloggera oraz LiveSpaces oraz obsługuje zarówno palmtopy z dotykowym ekranem, jak i bez niego.  Instalacja odbywa się za pomocą pliku CAB i nie zajmuje wiele miejsca w pamięci urządzenia, czy na karcie pamięci.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-486"></span>Praca z programem zaczyna się od stworzenia profilu. Wpisujemy nazwę bloga, użytkownika, hasło i wybieramy platformę. Proces nie nastręcza większych trudności. Trochę nie zrozumiałe jest dla mnie rozdzielenie profilów od blogów. Według mnie wprowadza to tylko niepotrzebne zamieszanie i wydłuża nawigację.</p>
<p style="text-align: justify;">Edycja postów jest dość przyjemne. Program ściąga listę dostępnych kategorii (jednak nie możemy dodać nowej)  i obsługuje tagi. Mamy też możliwość prostego formatowania treści posta za pomocą tagów HTML. Jest także dodawanie obrazków. Niestety okno edycji nie skaluje się, kiedy widoczna jest klawiatura ekranowa, więc zasłania tekst. Po napisaniu czegoś mamy możliwość podglądu, jak mniej więcej będzie wyglądał nas wpis. Publikacja sprowadza się do kliknięcia odpowiedniej pozycji w menu.</p>
<p style="text-align: justify;">Największym minusem, który zauważyłem jest nawigacja po programie. O ile dotarcie do odpowiedniego okna programu nie nastręcza większych trudności, to powrót do początku już nie jest taki prosty i zazwyczaj kończy się u mnie wyłączeniem programu i jego ponownym uruchomieniem. Brakuje opcji, która przeniesie użytkownika do poprzedniego okna lub okna głównego. Poza tym moBlog jest udanym programem, który bez większych problemów można używać do pisania bloga w terenie.</p>
<p style="text-align: justify;">

<a href='http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-3-%e2%80%93-moblog/moblog1/' title='moBlog1'><img width="112" height="150" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/05/moBlog1-112x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="moBlog1" title="moBlog1" /></a>
<a href='http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-3-%e2%80%93-moblog/moblog2/' title='moBlog2'><img width="112" height="150" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/05/moBlog2-112x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="moBlog2" title="moBlog2" /></a>
<a href='http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-3-%e2%80%93-moblog/moblog3/' title='moBlog3'><img width="112" height="150" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/05/moBlog3-112x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="moBlog3" title="moBlog3" /></a>
<a href='http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-3-%e2%80%93-moblog/moblog4/' title='moBlog4'><img width="112" height="150" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/05/moBlog4-112x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="moBlog4" title="moBlog4" /></a>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-3-%e2%80%93-moblog/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-3-%e2%80%93-moblog/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Blogowanie na WM cz.2 – TBlogger</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/sainti/~3/LOfDhMQqJP4/</link>
		<comments>http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-2-%e2%80%93-tblogger/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Apr 2010 22:33:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sainti</dc:creator>
				<category><![CDATA[Programy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://sainti.pl/?p=461</guid>
		<description><![CDATA[Długo zbierałem się do napisania o Travelling Bloggerze (w skrócie TBlogger). Liczyłem, że w końcu będę w stanie na nim trochę więcej popracować. Niestety, mimo przetestowania różnych konfiguracji sprzętowych, jak i programowych nie udało mi się zmusić tego programu do &#8230; <a href="http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-2-%e2%80%93-tblogger/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2010/04/Screen04.jpg" rel="lightbox[461]"><img class="alignright size-medium wp-image-467" title="Screen04" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/04/Screen04-240x320.jpg" alt="" width="192" height="256" /></a>Długo zbierałem się do napisania o <a href=" http://darrenjohnstone.net/travelling-blogger/">Travelling Bloggerze</a> (w skrócie TBlogger). Liczyłem, że w końcu będę w stanie na nim trochę więcej popracować. Niestety, mimo przetestowania różnych konfiguracji sprzętowych, jak i programowych nie udało mi się zmusić tego programu do działania z akceptowalną prędkością. Szkoda, ponieważ TBlogger posiada chyba największa funkcjonalność spośród dostępnych aplikacji do blogowania. Dla osób cierpliwych, które jednak spróbują z niego korzystać przygotowałem krótki opis.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-461"></span></p>
<p style="text-align: justify;">TBlogger wspiera MetaWeblog i WordPress API. Po krótkiej konfiguracji można sobie zsynchronizować wpisy. Jest to chyba niespotykana nigdzie indziej funkcja, dzięki której możemy nie tylko możemy dodawać nowe wpisy, ale także edytować  już istniejące. Pisząc wpis mamy sporo opcji do wyboru, ale wszystko odbywa się w trybie HTML. Możemy dorzucić obrazki, w czym ma pomagać wbudowany klient ftp.  Wydaje się, że taki kombajn to wymarzone narzędzie do mobilnego blogowania. Jednak  rzeczywistość jest daleka od ideału.</p>
<p style="text-align: justify;">Najczęstszym widokiem przy korzystaniu z  TBloggera jest Wait Cursor. Obracające się, kolorowe elementy towarzyszą nam przy prawie każdej operacji. Samo uruchomienie programu zajmuje kilka minut. Później wcale nie jest lepiej. Przejście pomiędzy ekranami, czy nawet wysunięcie klawiatury ekranowej wstrzymuje pracę na kilka (tylko w najlepszych przypadkach) sekund. Chyba po raz pierwszy spotkałem się z tak wolno działającą aplikacją. Podejrzewam, że winny może być .NET, w którym program jest napisany i ilość zaimplementowanych funkcji. Travelling Blogger to kombajn, przy którym dławią się nawet dość szybkie urządzenia mobilne.</p>
<p style="text-align: justify;">Może to tylko moje doświadczenia i tylko u mnie TBlogger protestuje?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://sainti.pl/upload/wp/2010/04/1.jpg" rel="lightbox[461]"><img class="alignnone size-medium wp-image-471" title="1" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/04/1-240x320.jpg" alt="" width="151" height="202" /></a> <a href="http://sainti.pl/upload/wp/2010/04/Screen05.jpg" rel="lightbox[461]"><img class="alignnone size-medium wp-image-473" title="Screen05" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/04/Screen05-240x320.jpg" alt="" width="151" height="202" /></a> <a href="http://sainti.pl/upload/wp/2010/04/Screen01.jpg" rel="lightbox[461]"><img class="alignnone size-medium wp-image-472" title="Screen01" src="http://sainti.pl/upload/wp/2010/04/Screen01-240x320.jpg" alt="" width="151" height="202" /></a></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: justify;">W trakcie pisania wpisu zauważyłem, że Travelling Blogger częściowo zniknął ze strony autora, do której prowadzi link na początku wpisu. Nie wiem, jaki jest tego powód, ale jeśli ktoś mimo przeczytania powyższych uwag chce przetestować program, to może go znaleźć np. <a href="http://www.freewarepocketpc.net/ppc-download-travelling-blogger.html">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-2-%e2%80%93-tblogger/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		<feedburner:origLink>http://sainti.pl/blogowanie-na-wm-cz-2-%e2%80%93-tblogger/</feedburner:origLink></item>
	</channel>
</rss>

