<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom"><title>naleSZNIKowe życie</title><subtitle>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</subtitle><id>http://sznik.jogger.pl/atom/auth/4b7cc473089db936a2eaac7a63407388/content/html/10/</id><link href="http://sznik.jogger.pl/" /><updated>2012-02-09T04:37:32Z</updated><author><name>sznik</name></author><generator uri="http://jogger.pl/" version="1.0">JoggerPL</generator><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/sznik/full" /><feedburner:info xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" uri="sznik/full" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry><title>To kóniec</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2010/08/24/to-koniec-1/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2010/08/24/to-koniec-1/</id><updated>2010-08-24T14:17:19Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;3 lata pękło jak mydlana bańka. Ludzie się zmieniają…&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Trzaby chyba zamknąć przybytek.&lt;/p&gt;
</content><category term="blog" label="Blog" /></entry><entry><title>Sesyjna prawidłowość</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2010/01/21/sesyjna-prawidlowosc/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2010/01/21/sesyjna-prawidlowosc/</id><updated>2010-01-21T20:58:31Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;Doświadczenie zdobyte podczas studiów licencjackich nauczyło mnie pewnej zasady. Otóż, im mniej się przygotowywałem do zaliczenia/egzaminu, tym proporcjonalnie wyższa była otrzymywana z niego ocena. Co prawda nie zawsze, ale reguła ta sprawdzała się w więcej niż połowie przypadków.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie wiem jednak co pcha mnie ku temu, by przetestować ją ponownie na studiach magisterskich podczas nadchodzącego weekendu (nazwanego również przez znajomych „&lt;i&gt;czarnym weekendem&lt;/i&gt;”), kiedy to przez trzy kolejne dni weekendu czekają mnie trzy wcale-nie-proste egzaminy?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że po raz trzeci w życiu będę zdawał makroekonomię i to ta trzecia ocena właśnie, będzie jednocześnie najprawdopodobniej najniższą…&lt;/p&gt;
</content><category term="edukacja" label="Edukacja" /></entry><entry><title>Nieprzerwanie?</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2010/01/16/nieprzerwanie/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2010/01/16/nieprzerwanie/</id><updated>2010-01-16T19:39:18Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;Nie pamiętam zbyt wielu takich chwil… Kiedy nie wiem co napisać. A raczej, nie wiem co napisać najpierw i czy w ogóle jest sens to opisywać. Nie było mnie. Nie było mnie „trochę” czasu, co jest z resztą widoczne w archiwum. Widoczne jest też to, że to &lt;i&gt;pierwszy raz&lt;/i&gt;, kiedy nie było podsumowania rocznego. Co zamierzam z tym zrobić?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sam nie wiem. Jakby to powiedział mój kolega ze studiów podczas egzaminu: „&lt;i&gt;Tyle myśli plącze się w mojej głowie…&lt;/i&gt;”, że sam nie jestem w stanie stwierdzić jednoznacznie jakie mam plany i zamiary. Postanowię jednak spróbować. Będę potrzebował do tego trochę wolnego czasu, waszej wyrozumiałości i kilku procentów alkoholu we krwi — coby wylewanie wspomnień łatwiej mi przyszło. Ale nie będzie już tak jak dawniej, a przynajmniej nie tak bardzo szczegółowo dzień-po-dniu. Dlaczego? To proste, upłynęło zbyt dużo czasu…&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Są jednak z tego okresu chwile, których nawet przez te kilkadziesiąt dni nie zapomniałem. Jeżeli nic się nie zmieni, postaram się je bardzo, bardzo mocno streścić. Inne pominę całkowicie, jeszcze inne przemilczę. Bo jest taka potrzeba…&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ktoś, gdzieś, kiedyś, pewnie nawet na Joggerze, powiedział coś w stylu: „&lt;i&gt;blogowanie jest dobre dla nastolatków&lt;/i&gt;”. Muszę się zgodzić z autorem tych słów, a jednocześnie lekko je doprecyzować. Nie twierdzę, że opisywanie siebie i swoich przemyśleń na blogu to domena niedojrzałych ludzi, co to, to nie. Moja, lekko rozwinięta interpretacja tych słów traktuje jedynie ilość wolnego czasu jako czynnik niezbędny i konieczny do prowadzenia bloga. Wchodząc w dorosłe życie zatraciłem kosmiczne ilości wolnych minut na rzecz czegoś dotychczas nie dotyczącego mojej osoby. Nie miałem ustalonych grafików dnia, nie pracowałem (na zmiany…), nie miałem weekendów zajętych studiami zaocznymi, nie miałem większych zobowiązań, nie dojeżdżałem do pracy, nie miałem dziewczyny… Wielu innych czynników także w moim życiu nie było.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niejednokrotnie mój dzień jest na tyle wypełniony wszystkim-po-kolei, że ciężko mi nawet zadbać o pełnowartościowy posiłek, o sen zapewniający wypoczynek czy też o najzwyklejszą w świecie rozrywkę. Schemat: „&lt;i&gt;praca-dom-sen&lt;/i&gt;” wypełnia moje życie w tygodniu, by na weekendy zmienić się w „&lt;i&gt;szkoła-dom-sen, szkoła-dom-sen, praca-dom-sen&lt;/i&gt;” i tak od tygodnia do tygodnia. Miesiące znikają, a ja nie wiem nawet kiedy. Pomyśleć, że w tym roku będę miał 24 urodziny… Niech ktoś mi przypomni kiedy miałem 22 lub 21? Zajmuje mi już to coraz dłuższe chwile, żeby przywrócić sobie obrazy tamtych dni. Ba! W tym zamyśle kiedyś rozpocząłem i kontynuowałem mimo przeciwności prowadzenie bloga: by po latach móc sobie przypominać, dzień po dniu. Dzisiaj jestem w stanie nadal sobie zobrazować to, co opisałem - im szczegółowiej tym lepiej pamiętam. Na dzień dzisiejszy bardzo mocno żałuję, że czas mi na to nie pozwala. Nie mam nawet czasu by wyjść i porobić zdjęcia w słoneczny, zimowy i mroźny dzień.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Spróbuję. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Cokolwiek jednak by się nie działo, wiedzcie, że dopóki nie podejmę decyzji o zamknięciu tego przybytku, każdy kolejny wpis będzie kawałkiem mojego czasu dla siebie samego i Was - bardziej niż kiedykolwiek. I dziękuję jednocześnie kilku osobom za nieustające wsparcie (i parcie na kolejne „notki” też). Cóż pozostaje mi napisać… Do przeczytania?&lt;/p&gt;
</content><category term="blog" label="Blog" /><category term="zycie" label="Życie" /></entry><entry><title>Spostrzeżenie wieczoru</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2009/11/21/spostrzezenie-wieczoru/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2009/11/21/spostrzezenie-wieczoru/</id><updated>2009-11-21T22:47:36Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;Od czasu do czasu warto wyczyścić swoją listę kontaktów z numerów Gadu-Gadu, które już dawno zmieniły właściciela. A później z osób, z którymi kontakt najzwyczajniej w świecie się urwał. Następne w kolejności: mail i telefon.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I jest porządek. Gdyby tak tylko życie było równie proste.&lt;/p&gt;
</content><category term="zycie" label="Życie" /></entry><entry><title>Szósty rok</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2009/08/11/szosty-rok/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2009/08/11/szosty-rok/</id><updated>2009-08-11T23:04:35Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;To już szósty rok, kiedy ten (nie)codziennik istnieje w sieci. A ostatni rok, ostatnie wydarzenia i ostatnie zmiany w życiu są tak gwałtowne i nieprzewidywalne, że nie mam czasu i sposobu, by to opisać. Choć nie zaprzeczę, momentami czas ten mam, tylko chyba nie chcę pewnych rzeczy opisywać. Wiadomo, że niektóre sprawy lepiej przemilczeć… Dla dobra ogółu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Może pokrótce: wzloty i upadki na kształt sinusoidy. Teraz jestem raczej w dolnej fazie, by wkrótce móc odbić się do góry. Z nadzieją, na wyprostowanie &lt;i&gt;wykresu życia&lt;/i&gt;. Online nie ma mnie prawie wcale, na maile staram się odpisywać na bieżąco. W ciągu najbliższych dni czeka mnie sporo zmian. Myślę, że wraz z ostatnim urlopem (zwanym też &lt;i&gt;wakacjami życia&lt;/i&gt;), będą dobrym początkiem nowego. Czego? Wkrótce się okaże.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niemniej jednak: pamiętam o Was. Byliście i jesteście ze mną tyle czasu, że mam jeszcze pewien dług do spłacenia. Dziękuję też także tym, którzy co jakiś czas upominają się o &lt;i&gt;nowe&lt;/i&gt;. Zaczekajcie. Nie obiecuję, bo nie lubię tego robić, gdy nie mam pewności, że słowa dotrzymam. Ale mocno się postaram, by wszystko wróciło na normalny tor.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ktoś kiedyś mądrze zauważył. że blogowanie to dobra „zabawa” dla nastolatków (w okresie licealnym), gdy — wbrew wszelkiemu postrzeganiu w tamtym czasie — natłok obowiązków i problemów jest praktycznie zerowy, w porównaniu do tego, co spotyka człowieka po coraz to większym usamodzielnianiu się. Setka wpisów, które nie została napisana, wbrew pozorom wraca do mnie jak bumerang. Polubiłem pisanie te kilka lat temu, lubię nadal. Chciałbym mieć jeszcze magiczny przycisk, który dawałby mi gratisowy czas każdego dnia, by móc na spokojnie przelać myśli do formy elektronicznej. Niestety, doba ma tylko 24 godziny, a momentami brakuje ich nawet na zdrowy, regenerujący sen.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Do przeczytania wkrótce…&lt;/p&gt;
</content><category term="blog" label="Blog" /><category term="zycie" label="Życie" /></entry><entry><title>Wybory, w których nie głosowałem…</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2009/06/09/wybory-w-ktorych-nie-glosowalem/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2009/06/09/wybory-w-ktorych-nie-glosowalem/</id><updated>2009-06-09T02:09:27Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;Ja, zadeklarowany obywatel tego kraju, który od zawsze zarzekał się, że będzie korzystał ze swojego prawa do głosu w wyborach — nie wziąłem udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Powód? Dla większości być może prozaiczny, aczkolwiek lekko (chyba) wykraczający poza ramy tego, co dotychczas dawało się wyczytać pośród argumentacji innych. Przyznam szczerze, trochę dałem ciała i po znakomitej części (zapewne) jest to moja wina. Ale, niestety, nie tylko. Choć, sądząc po wynikach, mój głos niewiele by zmienił — mimo wszystko, w tym roku go nie oddałem…&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A nie oddałem go z prostego powodu: Urząd Dzielnicy Bielany w Warszawie, czynny jest — jak wszystkie inne &lt;i&gt;urzędy&lt;/i&gt; — do godziny 16:00. Ja, przez ostatni miesiąc, pracowałem na poranną zmianę, a co za tym idzie kończyłem swoją pracę o godzinie 15:00. Dystans, jaki dzielił mnie od miejsca mojej pracy do miejsca, w którym mógłbym &lt;i&gt;dopisać się na listę wyborców&lt;/i&gt; w „moim” okręgu wynosi kilkanaście kilometrów lub — jak kto woli — niecałą godzinę drogi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Próbowałem. Pewnego słonecznego dnia kierownik podrzucił mnie samochodem kilka stacji metra bliżej, niż ta, na której zwykle wsiadam. Wysiadłem z metra, już na Bielanach i czym prędzej pospieszyłem do autobusu, a później (zgodnie z oznakowaniem miejskim) do Urzędu Dzielnicy. Stamtąd zostałem odesłany do innej filii urzędu, która zajmuje się sprawami m.in. meldunkowymi (i nie tylko).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niestety. Do urzędu dotarłem o godzinie 15:53, czyli… &lt;b&gt;za późno&lt;/b&gt;, by mój wniosek mógł zostać przyjęty. Usłyszałem, że „&lt;i&gt;już zamknięte&lt;/i&gt;” i tyle. Chciałem wyjść. Niestety, nie mogłem tego zrobić. Drzwi na dole, główne - wejściowe, zostały również zamknięte na klucz. Musiałem za innymi pracownikami wyjść z budynku bocznymi drzwiami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak, wiem, dałem dupy — mogłem to zrobić wcześniej. Niestety, jestem jeszcze zbyt młodym człowiekiem, by wiedzieć, że w Polsce jest prawidło: „&lt;b&gt;Jeżeli chcesz coś załatwić w urzędzie, w trakcie tygodnia pracy, musisz wziąć dzień wolny.&lt;/b&gt;”. Albo tuż przy nim pracować.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Obiecuję sobie, że kolejnych wyborów nie uwalę. A przynajmniej nie z tak &lt;i&gt;śmiesznego&lt;/i&gt; powodu.&lt;/p&gt;
</content><category term="zycie" label="Życie" /></entry><entry><title>Przejażdżka przed burzą</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2009/05/18/przejazdzka-przed-burza/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2009/05/18/przejazdzka-przed-burza/</id><updated>2009-05-18T22:26:57Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;&lt;a href="http://img145.imageshack.us/my.php?image=kmlmaj18.jpg"&gt;&lt;img class="alignleft" src="http://img145.imageshack.us/img145/8508/kmlmaj18.th.jpg" alt="Trasa - 18 maja"&gt;&lt;/a&gt; Dzisiejsza trasa jest wynikiem chęci &lt;i&gt;pobudzenia&lt;/i&gt; organizmu na początek tygodnia pracy. Doszedłem do wniosku, że nie warto siedzieć w domu i skorzystać z odrobiny słonecznej pogody (która skończyła się wraz z rozpoczęciem przejażdżki ;)). Wcześniejszego planu, jak zwykle, nie miałem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zaskoczony zwiększoną wydajnością (od samego początku licznik dziwnie niebezpiecznie przekraczał 26km/h na rozgrzewce) postanowiłem przejechać prawie-standardową trasę, próbując dać z siebie jak najwięcej jednocześnie nie pozbawiając się sił na powrót do domu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jedynym czynnikiem utrudniającym sprawdzenie wydajności na dłuższą metę był wiatr. Ale sam fakt, że pod Agrykolę z prędkością około 15km/h na przełożeniu 2:4 wzbudził we mnie podziw (dla samego siebie). Pierwszy raz w sezonie przyszło mi to z taką łatwością (o ile można tak nazwać palenie w mięśniach ;)). Byłem do tego stopnia zaskoczony, że zataczając kółko m.in. przez most Siekierkowski, ponownie wróciłem na Agrykolę. Już tym razem nie tak długo jechałem na 2:6 jak poprzednio. Ale na 2:4 wskoczyłem na górę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak spoglądam czasami na mapę Warszawy i powoli w myślach obmyślam kolejne &lt;i&gt;miastoznawcze&lt;/i&gt; wyjazdy. W głównych ulicach zaczynam orientować się coraz lepiej. Czas najwyższy… :)&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Przejechany dystans: &lt;b&gt;58.68km&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Czas jazdy: &lt;b&gt;2 godziny 38 minut 56 sekund&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Całkowity dystans: &lt;b&gt;415km&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Przekroczyłem 400km. Ale to było akurat do przewidzenia. Powyższe wskazania oczywiście z licznika rowerowego, który — w przeciwieństwie do Sports Trackera — nie zlicza postojów. Na siku, uzupełnienie bidonu, światła itp.&lt;/p&gt;
&lt;p class="geokml"&gt;&lt;img class="kml" src="/files/geocompass.gif" alt="[NST]"&gt; &lt;a href="http://sportstracker.nokia.com/nts/workoutdetail/index.do?id=1013980" title="Podgląd trasy w serwisie Nokia Sports Tracker"&gt;Zobacz&lt;/a&gt; trasę.&lt;br&gt;
&lt;img class="kml" src="/files/gearth.gif" alt="[.kml]"&gt; &lt;a href="http://dl.getdropbox.com/u/619007/WebStuff/KML/W20090518.kml" title="Plik z zapisem trasy dla Google Earth"&gt;Pobierz&lt;/a&gt; plik KML. (&lt;a href="http://earth.google.com/"&gt;?&lt;/a&gt;)&lt;/p&gt;
</content><category term="rower" label="Rower" /></entry><entry><title>Trzy trasy, trzy setki</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2009/05/17/trzy-trasy-trzy-setki/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2009/05/17/trzy-trasy-trzy-setki/</id><updated>2009-05-17T22:06:46Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;Maj, mimo chronicznego braku czasu (jakbyście jeszcze tego nie odczuli…), rozpoczął się stosunkowo &lt;i&gt;rowerowo&lt;/i&gt;. Poniżej macie okazję podziwiać trzy ostatnie trasy, a dla chętnych także — standardowo — plik dla Google Earth do podejrzenia. Uwaga, bonus! W jednej z tras dołączone jest 4 zdjęcia, które zrobiłem podczas jej trwania (telefonem, niestety).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://img39.imageshack.us/my.php?image=kmlmaj05.jpg"&gt;&lt;img class="alignleft" src="http://img39.imageshack.us/img39/8971/kmlmaj05.th.jpg"&gt;&lt;/a&gt; Pierwsza trasa. Skromna rozgrzewka przed pracą (na co wskazuje godzina rozpoczęcia). Przejeżdżając ją, chciałem &lt;i&gt;ujechać jak najwięcej&lt;/i&gt;, mając cały czas na uwadze, że muszę być w domu najpóźniej tuż po godzinie 13:00. Udało się, choć w drodze powrotnej zaczynała gonić mnie drobna deszczowa chmura. Miałem też okazję z góry podziwiać budowę estakady trasy S8 w Warszawie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://img200.imageshack.us/my.php?image=kmlmaj14.jpg"&gt;&lt;img class="alignright" src="http://img200.imageshack.us/img200/6416/kmlmaj14.th.jpg"&gt;&lt;/a&gt;Druga trasa, jest jednocześnie najdłuższą z tego sezonu. Usiadłem na rower i po prostu krążyłem po, znanych już sobie, terenach. Z tą drobną różnicą, że po raz pierwszy przekroczyłem (w tym roku, na rowerze) Wisłę. Wybrałem &lt;i&gt;dłuższą&lt;/i&gt; trasę przez Most Siekierkowski. Założenie na całej długości pozostawało niezmienne: starać się nie schodzić z prędkością przejazdową poniżej 20km/h, z wyjątkiem podjazdów. Udawało się, mimo iż GPS twierdzi inaczej. Wiadomo, on wlicza także postoje i temu podobne. Niestety, odczytów z licznika rowerowego nie posiadam, gdyż zostały wykasowane wraz z …&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://img200.imageshack.us/my.php?image=kmlmaj15.jpg"&gt;&lt;img class="alignleft" src="http://img200.imageshack.us/img200/2852/kmlmaj15.th.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;… trzecią i ostatnią trasą. Dzień po poprzednim wyjeździe, postanowiłem sprawdzić czy zmęczone nogi podciągną ogólną odległość do łącznych (przejechanych) 100km. I udało się, bo w krótszym czasie zrobiłem kolejne 43km. Niestety, podczas tego przyjazdu — pierwszy raz w życiu — zdarzyła mi się nieprzyjemna sytuacja z udziałem kierowcy samochodu. Jechałem w stronę Wilanowa od strony Łazienek. Dojeżdżając zauważyłem, że światło zmieniło się na zielone (na ścieżce rowerowej). Gość skręcał w prawo na skrzyżowaniu… Ręka, odruchowo na hamulec. Ale widzę, że on się zatrzymuje. Zatem przyspieszam i myślę „&lt;i&gt;A co by było gdyby on tak nagle…&lt;/i&gt;”. W tym momencie kierowca zaczął czytać mi w myślach i ruszył.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;p&gt;Hamulce (obydwa), gromkie &lt;b&gt;KURWA!&lt;/b&gt; na całe skrzyżowanie (on na pewno też to słyszał) i modlenie się, by tylko w niego lekko uderzyć. Udało się, usłyszał &lt;i&gt;kurwę&lt;/i&gt;, zatrzymał się. A ja na jego przedniej lampie, kolanem. Tylko ją dotknąłem, udało mi się wyhamować. Zszedłem z roweru, a on czekał aż przejadę. Cofnąłem się (widać na logu) i powiedziałem „&lt;i&gt;Spierdalaj!&lt;/i&gt;” pokazując w prawo. Pojechał. Światła się zmieniły, dojechał do mnie rowerzysta którego wyprzedzałem wcześniej.&lt;/p&gt;
&lt;blockquote title="Rozmowa na światłach" lang="pl"&gt;
&lt;p&gt;— Potrącił?&lt;br&gt;
— Nie zdążył. Wyhamowałem.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;
&lt;p&gt;Porozmawialiśmy jeszcze chwilę o głupocie kierowców i pojechałem dalej. Trzy światła dalej jeszcze lekko drżała mi noga. Nie wiem, czy ze zdenerwowania czy ze zmęczenia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tym razem mam już odczyt z licznika, zarówno ostatniej trasy jak i ogółu przejechanych kilometrów.&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Przejechany dystans: &lt;b&gt;44.31km&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Czas jazdy: &lt;b&gt;2 godziny 0 minut 55 sekund&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Całkowity dystans: &lt;b&gt;356km&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Tym samym przekroczyłem pierwsze &lt;i&gt;trzy setki&lt;/i&gt; tego sezonu. Następny punkt milowy to 500km. Nie wiem kiedy go przekroczę. Ostatnio mam tyle na głowie, że ciężko wysupłać mi czas (i chęci na realizację) czegokolwiek. Praca, nadchodząca sesja, licencjat. Niemniej jednak będę próbował więcej się ruszać. Nawet jeśli nie na rowerze, to jakkolwiek inaczej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie omieszkam też publikować kolejnych, może już bardziej szczegółowych, relacji. Z chęcią też poznam wasze propozycje na przyjazne rowerzyście trasy w okolicach Warszawy. Za przyjazne uważam te z w miarę ubitą nawierzchnią. Najchętniej asfalt, twarda gleba.&lt;/p&gt;
&lt;p class="geokml"&gt;&lt;img class="kml" src="/files/geocompass.gif" alt="[NST]"&gt; &lt;a href="https://sportstracker.nokia.com/nts/workoutdetail/index.do?id=1008764" title="Podgląd trasy w serwisie Nokia Sports Tracker"&gt;Zobacz&lt;/a&gt; pierwszą trasę.&lt;br&gt;
&lt;img class="kml" src="/files/gearth.gif" alt="[.kml]"&gt; &lt;a href="http://dl.getdropbox.com/u/619007/WebStuff/KML/W20090505.kml" title="Plik z zapisem trasy dla Google Earth"&gt;Pobierz&lt;/a&gt; plik KML z pierwszą trasą. (&lt;a href="http://earth.google.com/"&gt;?&lt;/a&gt;)&lt;br&gt;
&lt;img class="kml" src="/files/geocompass.gif" alt="[NST]"&gt; &lt;a href="https://sportstracker.nokia.com/nts/workoutdetail/index.do?id=996272" title="Podgląd trasy w serwisie Nokia Sports Tracker"&gt;Zobacz&lt;/a&gt; drugą trasę.&lt;br&gt;
&lt;img class="kml" src="/files/gearth.gif" alt="[.kml]"&gt; &lt;a href="http://dl.getdropbox.com/u/619007/WebStuff/KML/W20090514.kml" title="Plik z zapisem trasy dla Google Earth"&gt;Pobierz&lt;/a&gt; plik KML z drugą trasą. (&lt;a href="http://earth.google.com/"&gt;?&lt;/a&gt;)&lt;br&gt;
&lt;img class="kml" src="/files/geocompass.gif" alt="[NST]"&gt; &lt;a href="https://sportstracker.nokia.com/nts/workoutdetail/index.do?id=1008745" title="Podgląd trasy w serwisie Nokia Sports Tracker"&gt;Zobacz&lt;/a&gt; trzecią trasę.&lt;br&gt;
&lt;img class="kml" src="/files/gearth.gif" alt="[.kml]"&gt; &lt;a href="http://dl.getdropbox.com/u/619007/WebStuff/KML/W20090515.kml" title="Plik z zapisem trasy dla Google Earth"&gt;Pobierz&lt;/a&gt; plik KML z trzecią trasą. (&lt;a href="http://earth.google.com/"&gt;?&lt;/a&gt;)&lt;/p&gt;
</content><category term="rower" label="Rower" /></entry><entry><title>Nigdy więcej nie patrz na mnie…</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2009/05/17/nigdy-wiecej-nie-patrz-na-mnie/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2009/05/17/nigdy-wiecej-nie-patrz-na-mnie/</id><updated>2009-05-17T20:31:46Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SEAMUk0maJ8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;
&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;
&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;
&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/SEAMUk0maJ8&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
&lt;blockquote cite="http://www.youtube.com/watch?v=SEAMUk0maJ8&amp;amp;eurl=http%3A%2F%2Fsznik.jogger.pl%2F&amp;amp;feature=player_embedded" title="Nigdy więcej" lang="pl"&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem&lt;br&gt;
nigdy więcej nie mów do mnie że mnie kochasz&lt;br&gt;
nigdy wiecej nie zatruwaj słów goryczą&lt;br&gt;
nigdy więcej mnie już nie karz martwą ciszą…&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem&lt;br&gt;
nigdy więcej nie miej takich dziwnych oczu&lt;br&gt;
miłość jeszcze żyje w nas jeszcze się nie zamknął czas&lt;br&gt;
nigdy więcej nie patrz na mnie tak jak dziś…&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem&lt;br&gt;
nigdy więcej nie podnoś na mnie głosu&lt;br&gt;
&lt;b&gt;nigdy więcej nie ryzykuj jednym słowem&lt;br&gt;
mogę później nie zapomnieć co mi powiesz…&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem&lt;br&gt;
nigdy więcej nie miej takich zimnych oczu&lt;br&gt;
&lt;b&gt;miłość jeszcze żyje w nas jeszcze się nie zamknął czas&lt;br&gt;
nigdy więcej nie patrz na mnie tak jak dziś…&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem&lt;br&gt;
nigdy wiecej nie miej takich dziwnych oczu&lt;br&gt;
miłość jeszcze żyje w nas jeszcze się nie zamknął czas&lt;br&gt;
nigdy więcej nie patrz na mnie tak jak dziś…&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;♫ Nigdy więcej — Pudelsi (Maciej Maleńczuk)&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
</content><category term="muzyka" label="Muzyka" /></entry><entry><title>Początek sezonu rowerowego 2009</title><link href="http://sznik.jogger.pl/2009/05/03/poczatek-sezonu-rowerowego-2009/" /><id>http://sznik.jogger.pl/2009/05/03/poczatek-sezonu-rowerowego-2009/</id><updated>2009-05-03T15:26:38Z</updated><content type="html">&lt;p&gt;&lt;a href="http://img17.imageshack.us/my.php?image=kmlmaj02.jpg"&gt;&lt;img class="alignleft" src="http://img17.imageshack.us/img17/1855/kmlmaj02.th.jpg" alt="Mapas"&gt;&lt;/a&gt;Sezon rowerowy 2009 rozpocząłem, niestandardowo, od &lt;i&gt;generalnego remontu&lt;/i&gt; roweru. W tamtym roku nie było to jeszcze potrzebne (miał dopiero rok), a teraz już wolałem dmuchać na zimne i zlecić jego przegląd. Kilku poprzednich przejazdów nie rejestrowałem GPS-em, gdyż nie mogłem znaleźć odbiornika Bluetooth do niego. Poza tym to były tylko krótkodystansowe rozgrzewki.&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Przejechany dystans: &lt;b&gt;55.87km&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Czas jazdy: &lt;b&gt;2 godziny 34 minuty 34 sekundy&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Całkowity dystans: &lt;b&gt;217km&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Standardowo, jadąc wzdłuż ścieżek rowerowych, dojechałem do Wisły by — w słoneczny dzień — poczuć zapach i chłód wody. To jedno z niewielu miejsc, gdzie nawet podczas upału jedzie się bardzo przyjemnie. Niestety, w tym roku — z powodu budowy bliżej nieznanego mi obiektu — ścieżka rowerowa została przecięta mniej więcej w połowie i trzeba przeciskać się między ludźmi i innymi rowerzystami na dziurawym objeździe przy rzece.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Odwiedziłem okolice Agrykoli (zaliczając obydwa zjazdy i podjazdy w okolicy), Nowy Świat, Plac Trzech Krzyży, Plac Zamkowy, Krakowskie Przedmieście. Standard, chciało by się rzec patrząc na moje poprzednie &lt;a href="http://sznik.jogger.pl/kategoria/rower/"&gt;wycieczki&lt;/a&gt;. Przygotowuję się powoli (czasowo i siłowo) do odwiedzenia Kampinosu i Lasu Kabackiego (na razie, z tego co wiem, obowiązuje tam zakaz wstępu). Będę też zahaczał o coraz to większe obszary Warszawy, powoli je zwiedzając i poznając. Szkoda tylko, że nie da się wszędzie dojechać ścieżką rowerową i trzeba kombinować jak omijać większe ulice i zakazy wjazdu. Można też oczywiście jechać po nich, tak jak ja wczoraj przy remontowanej ścieżce na odcinku Agrykola-Plac Trzech Krzyży-Nowy Świat. ;)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z racji tego, że ten &lt;i&gt;długi weekend&lt;/i&gt; spędzałem w Warszawie, miałem po raz pierwszy okazję zobaczyć jak na prawdę &lt;b&gt;pusto&lt;/b&gt; jest w stolicy przy okazji wyjazdów wszystkich wszędzie. Parkingi? Puste. Drogi? Puste. Parki? Pełne. Jeździ się wygodniej, jest ciszej… Ale momentami czułem się jak w Łomży, również przy okazji weekendu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W tym roku planuję jeździć trochę więcej. I szybciej. Staram się nie schodzić poniżej 20km/h średniej prędkości podczas prostych odcinków. A tam, gdzie są warunki (jest równa nawierzchnia, czyli) dojeżdżam do tych 29-30km/h (wg. licznika). To pozwoli na spalenie trochę większej ilości oponki, która powiększyła się po zimie. Myślę jeszcze o zmiksowaniu tego z treningami siłowymi (tj. naprzemiennie siłowo-aerobowe kilka dni w tygodniu), aby zejść do wymarzonej i jeszcze nie osiągniętej dolnej granicy wagi ciała.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To wszystko przede mną, a tymczasem bardzo nie chce mi się robić tego, co zrobić niestety muszę. Nadal jest długi weekend, za oknem śliczna pogoda, a mnie korci żeby wyjść na rower…&lt;/p&gt;
&lt;p class="geokml"&gt;&lt;img class="kml" src="/files/geocompass.gif" alt="[NST]"&gt; &lt;a href="https://sportstracker.nokia.com/nts/workoutdetail/index.do?id=944628" title="Podgląd trasy w serwisie Nokia Sports Tracker"&gt;Zobacz&lt;/a&gt; trasę.&lt;br&gt;
&lt;img class="kml" src="/files/gearth.gif" alt="[.kml]"&gt; &lt;a href="http://dl.getdropbox.com/u/619007/WebStuff/KML/W20090502.kml" title="Plik z zapisem trasy dla Google Earth"&gt;Pobierz&lt;/a&gt; plik KML. (&lt;a href="http://earth.google.com/"&gt;?&lt;/a&gt;)&lt;/p&gt;
</content><category term="rower" label="Rower" /></entry></feed>

